Nagrodzony Oscarem Colin Firth w filmie „King's Speech" miał rolę nietypową. Grał króla, który się jąkał i z osobistym doradcą pracował nad pokonaniem tej przypadłości. Absurd sytuacji polega na tym, że jednym z kluczowych obowiązków koronowanej głowy jest porywanie tłumu poprzez płomienne przemowy. – Podobnie współcześni liderzy państw, organizacji, muzycznych rankingów czy dyscyplin sportowych wiedzą, że będąc „na świeczniku" dawanie z siebie 100% w sferze zawodowej to za mało. Dziś trzeba też umieć komunikować się z szeroką publicznością za pomocą mediów. I trzeba to robić bez najmniejszego zająknięcia – mówi Barbara Labudda, Business Development Director w agencji public relations Eskadra PUBLICA.
Jako jedne z pierwszych przekonały się o tym norweskie biegaczki narciarskie. Szykując się do mistrzostw świata dbały nie tylko o tężyznę fizyczną, ale też o to jak rozmawiać z mediami i czego nie mówić. Wypowiedziane w ferworze walki słowa idą w świat, a następnie są drukowane przez najważniejsze dzienniki. W ten sposób można zaszkodzić swojej popularności, a także zniechęcić sponsorów.
- Sportowcy coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, że siła mięśni to nie wszystko – mówi Barbara Labudda, Eskadra PUBLICA. Komunikacja medialna staje się dodatkowym, coraz bardziej istotnym atutem. Z tą umiejętnością nikt się jednak nie rodzi. Trzeba ją stale ćwiczyć. Zasada „im więcej potu na treningu tym mniej krwi na ringu" sprawdza się zarówno na arenie sportowej jak i medialnej.
Doskonale potwierdza to przykład Adama Małysza. Skromny skoczek z Wisły po osiągnięciu pierwszych sukcesów szybko znalazł się w centrum zainteresowania dziennikarzy. Popularność początkowo go przerosła, zdarzało mu się nawet chować przed nią w... szafie. Dziś Małysz jest orłem zarówno na skoczni, jak i przed kamerą. Chętnie rozmawia z dziennikarzami i swobodnie żartuje. Co więcej, robi to nie tylko po polsku, ale też angielsku i niemiecku. Jednak chwile tryumfu są tylko pierwszą częścią testu dla zdolności medialnych.
- Sportowiec wygrywa zawody nie tylko na bieżni, czy boisku, lecz również przed kamerami – wyjaśnia Barbara Labudda. I to jest ta łatwiejsza część. Znacznie trudniej jest zachować medialną twarz po przegranej. Umiejętność docenienia przeciwnika, pokazania klasy, przyznania się do własnych niedociągnięć – a jednocześnie zachowania sympatii „widza" są na wagę złota. Niestety najczęściej widzimy w takich sytuacjach zachowania przeciwne. Tak zwana spychologia winy czyli obwinianie trenera, stanu nawierzchni, czy sędziego jest ogromnym błędem. W przypadku polskich sportowców, zbyt częstym.
Umiejętna komunikacja z mediami to w Polsce wciąż wartość dodana, z kolei na Zachodzie – standard. – Zwłaszcza przy okazji sportów zespołowych, zawodnicy, którzy jasno i świadomie formułują swoje przesłania kluczowe mają większe szanse na zdobycie eksponowanych stanowisk w drużynie. Z kolei po zakończeniu kariery łatwiej im pozostać w kręgu osób związanych zawodowo ze sportem. Medialne kompetencje to ich „entry ticket" wieloletniego powodzenia. – uważa Barbara Labudda i dodaje – Umiejętne komunikowanie się za pomocą mediów przynosi popularność i sympatię opinii publicznej. To z kolei kapitał, bonus do działalności w sferze zawodowej. Wie o tym David Beckham, który niegdyś budził entuzjazm tłumu spektakularnymi golami, ale dziś już głównie udoskonalonym wyglądem i wytrenowanym obyciem z mediami. Piłkarz zyskał już wielu naśladowców. Brytyjscy sportowcy aspirują do tego, by być jak Beckham zarówno na boisku, jak i przed kamerą.
- Na sukces składa się zwykle 1% talentu i 99% treningu – przypomina Barbara Labudda. Nie wystarczy wyjść przed kamery i ruszać ustami. Trzeba też wiedzieć co i jak powiedzieć. Wśród trenerów medialnych jest takie powiedzenie, że dobry komunikator tym różni się od złego, że wie co mówi, a nie mówi co wie. To nie przychodzi samo. Trafne formułowanie myśli i efektywną selekcję treści trzeba przemyśleć i przećwiczyć jeszcze ZANIM wyjdzie się na medialne boisko. Bo, gdy jest się już w centrum wydarzeń, adrenalina każdemu zalewa rozsądek i zaciemnia granice między tym, co jest dla danej osoby korzystne do komunikowania, a tym, co może zaszkodzić jej, jej drużynie czy sponsorom. Dlatego warto przygotowywać tak zwane „crush testy" – czyli specjalnie zaprojektowane i przeprowadzane w warunkach podwyższonego napięcia ćwiczenia rozmów z dziennikarzami. Gdy nasz medialny zawodnik przejdzie taką próbę, jego wystąpienie przed kamerami prawdziwych mediów będzie bardziej spójne, lepiej przemyślane i przyniesie mu konkretne wizerunkowe benefity.
Również dziennikarze czerpią ze szkoleń medialnych wartość. Lepiej rozmawia im się z osobami, które są podczas spotkania swobodne, dobrze wyglądają, sprawiają miłe wrażenie, nie za bardzo się spoufalają, ale też nie tworzą sztucznego dystansu – a do tego mówią pewnie i w przemyślany sposób selekcjonują treść.
Według przysłowia, mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Współczesność wymusza odwrócenie tej kolejności.